poniedziałek, 24 czerwca 2013

"ból jest dzisiaj mym kochankiem"

Cześć! Tak długo do was nie pisałam. Dodałam wiadomość na fan page'u o moich problemach pogodowych, które uniemożliwiają mi zrobienie zdjęć. Upały jak na razie minęły, wiec spróbuję coś w tej kwestii zrobić. Rok szkolny wielkimi krokami dobiega do końca, w dość niepewnej sytuacji jest moja ocena z języka polskiego. Minione 10 miesięcy niewątpliwie były najgorsze z moich szkolnych doświadczeń. Kurcze, w sumie to nie o tym chciałam dzisiaj napisać. Wczoraj odbył się koncert (a nawet dwa!) z okazji zakończenia roku Szkoły Artystycznej Etiuda, która prowadzi swoją działalność na terenie miejscowości, w której mieszkam. Miałam okazję zaśpiewać na nich dwie piosenki. Pierwszą z repertuaru Kasi Kowalskiej pt. "Ból", a drugą pewnie większości znana "Lubię Wracać" Zbigniewa Wodeckiego. Jak zwykle podziękowania dla wspaniałej Madzi za piękny makijaż, panu Oskarowi Kozłowskiemu za piękną gitarę, Kamilowi Bobelowi za fortepianowy akompaniament oraz mojemu najdroższemu, mężczyźnie mojego życia za to, że dzielnie wytrwał te kilka godzin przygotowań, a potem cały koncert - za to, że spełnił się w roli kamerzysty i fotografa. Poniżej zamieszczam nagrania i zdjęcia z występu. Czekam na wasze opinie, sugestie, z chęcią poczytam co chcielibyście jeszcze w moim wykonaniu usłyszeć. Zapraszam was również na mój fan page gdzie zbiera się was coraz więcej, a niedługo stanie się to pewnie jedynym źródłem powiadomień o nowych postach (dlaczego blogger usuwa Obserwatorów?!).












spódnica - Cocktail Shock
t-shirt - MEOW clothing
buty - Boot Square/ Bata
naszyjnik - Cusbus

sobota, 8 czerwca 2013

it's not a dream anymore

Cześć! Tak jak obiecałam piszę post. Przez kilka ostatnich dni praktycznie w ogóle nie miałam dostępu do internetu, a to za sprawą mojego pobytu w Warszawie. Nie chwaliłam się wcześniej, ale na swoje osiemnaste urodziny od chłopaka dostałam bilety na Impact Fest, którego główną gwiazdą było 30 Seconds to Mars. Z biletów bardzo się ucieszyłam, mimo, że nie znam tak wielu ich piosenek, ale i tak bardzo lubię :) Kilka dni po otrzymaniu biletów dowiedziałam się, że na festiwalu pojawi się również Paramore. Wtedy już wiedziałam, że 5 czerwca jest mój. No i przyszedł ten upragniony wtorek, 4 czerwca - z samego rana jechaliśmy już pociągiem na trasie Kraków - Warszawa. Sam koncert był niesamowity! Mimo, że musiałam przebiec 800 metrów do sceny, mimo tej piekielnej temperatury, która panowała pod sceną, mimo zmęczenia i braku powietrza powiedziałam sobie, że dam radę i nie wyjdę póki nie zobaczę Hayley na scenie. Ulubiony zespół, trzeci rząd i wspaniali fani Paramore w okół mnie - czy można marzyć o czymś jeszcze? Chyba nie. Dzięki uprzejmości dwóch dziewczyn podczas trwania koncertu przepuściły mnie na swoje miejsce, wiec byłam już praktycznie pod samymi barierkami. Cały występ pamiętam tylko w częściach. Jak wracaliśmy to nawet nie mogłam doliczyć się wszystkich piosenek ,które zagrali. Barzdo cieszył mnie fakt, że było dużo piosenek ze starych płyt. Na Let the flames begin i Looking up, po prostu popłakałam się ze szczęścia. Jedno z moich marzeń właśnie się spełniło. Hayley pytała nas czy kupiliśmy płytę i jak długo ich słuchamy - ogólnie to nie mówiła zbyt wiele bo nie mieli dużo czasu, ale ważne, że cokolwiek. W efekcie zespół zagrał 15 utworów. Szkoda, że nie wyszli na bis. Ale no nic, po koncercie razem z K. wystaliśmy się z tego szaleńczego tłumu, żeby czegoś się napić. Wielki minus dla organizatora festiwalu, że nie zapewnił nam żadnej wody - a przy barierkach wielu ludzi po prostu mdlało z przemęczenia i temperatury sięgającej zenitu. No nic w każdym bądź razie, po tym jak już załatwiliśmy to co było niezbędne poszliśmy za scenę z myślą, że może jeszcze uda nam się spotkać zespół, zrobić sobie pamiątkowe zdjęcie i wziąć autograf na biletach. Okazało się jednak, ze niestety już ich tam nie było. W efekcie na Marsach już mnie nie było, bo głowa zaczęła mnie niemiłosiernie boleć, ale i tak byłam prze szczęśliwa. Po wszystkim zmęczeni i cali mokrzy od potu poszliśmy o domu. Nie udało nam się zrobić żadnych zdjęć, w sumie to nawet szkoda było wyciągać telefon wiec wrzucam kilka profesjonalnych. :)